Koniec lata zbliża się nieubłaganie, nadzieje na założenie jeszcze w tym roku sandałów i zwiewnej sukienki podobno są, ale jesień już puka do drzwi. Przeciwnicy upałów pewnie oddychają z ulgą i szykują się do zimy. Zanim jednak ona nadejdzie, trzeba się godnie z latem pożegnać i podziękować za to, że do następnego lata będziemy mieli co jeść. W tym celu całe wsie i gminy zbierają się na imprezie zwanej Dożynkami, która idealnie łączy moje dwie buławy, pielęgnując tradycję, a jednocześnie dając także pole do popisu orkiestrom.

Szczypta muzyki

Z perspektywy orkiestry rzecz może wyglądać różnie, w zależności od pomysłu organizatorów. Prowadzenie korowodu dożynkowego, muzyczne upiększanie Mszy lub koncert, względnie wszystkiego po trochu. Ten ostatni wypada zwykle gdzieś pomiędzy dwunastą zwrotką przyśpiewek pań z Koła Gospodyń Wiejskich a występem lokalnego zespołu ludowo-podwórkowego z charyzmatycznym frontmanem panem Heńkiem. Ambicje trzeba schować do kieszeni, mając na uwadze charakter imprezy, co by się z Mozartem czy Brahmsem nie wyrwać, którzy co prawda byli mistrzami w swoim fachu, ale o „oj dana, oj dana” pojęcie mieli niestety żadne. Najlepiej nie wychodzić przed szereg, wybrać coś „pod nogę” i nie przeszkadzać w świętowaniu paniom w gipiurowych, wykrochmalonych kołnierzykach – może wyśpiewają u włodarzy jakiś chodnik albo dyskretnie w piętnastej zwrotce upomną się o remont drogi. Orkiestra tylko na tym w rezultacie skorzysta, a i przyznać trzeba, że siłę oddziaływania ma zdecydowanie mniejszą niż te kobiety pracujące!

wydarzeniaklobuck998

Łyżka rozrywki

W międzyczasie śpiewów, występów, konkursów na obieranie ziemniaków na czas i rzut kaloszem na odległość, można zerknąć na dożynkowe wieńce. Choć pomysły się powtarzają i co by się nie działo, co roku zobaczy się taki w kształcie krzyża albo z Matką Boską, zdarzają się wśród nich także prawdziwe dzieła sztuki i pomniki kreatywności, przeplatające się z wieńcami typu sen szalonego żniwiarza.

Na dowód tego, że jedzenie nie bierze się z supermarketów, rolnicy prezentują najbardziej okazałe sztuki ze swoich zbiorów, a dzielne gospodynie chwalą się przy okazji swoimi umiejętnościami kulinarnymi, zwykle o wiele większymi niż telewizyjnych gwiazd w fartuchach. Swojska kiełbasa i specjalnie na tę okazję wypieczony chleb zdecydowanie wygrywają z kompozycją delikatnych płatków kruchej polędwiczki z lekką nutką szafranu oraz dwoma sosami. Niejedne Dożynki nie mogą się obejść bez loterii fantowej, w której nagrody radośnie sobie gdaczą i gruchają, a wygranie tostera to żadna atrakcja, skoro alternatywą jest kura, gołąb, prosiak lub dwieście kilogramów paszy.

Po przejściu wzdłuż i wszerz wszelkich stoisk z najlepszymi warzywami i najsmaczniejszymi wyrobami, po obejrzeniu wieńców i wysłuchaniu części artystycznej, po wygraniu linijki w zestawie z bańkami mydlanymi, można dyskretnie rozejrzeć się wokół siebie i oddać prywatnym badaniom socjologicznym.

I kilogram obserwacji

Od razu rzuca się w oczy typ elegantki, co to bez szminki z domu się nie ruszy. W doborze dożynkowej stylizacji pewne jest dla niej jedno – musi wyglądać lepiej niż Grażynka! Rzut oka na zdjęcia z zeszłego roku i już wiadomo, że wtedy na tapecie była jasna garsonka i te półbuty kupione na złote gody sąsiadki, to teraz wybierze zieloną sukienkę, a buty to właściwie już by wypadało nowe kupić, żeby przypadkiem ktoś nie powiedział, że jej nie stać! Kwestia butów jest zajmująca także dla młodej, zgrabnej, która się przecież w jakichś tam trampkach ludziom nie pokaże. Piach, trawa, ewentualne błoto w razie opadów nie mają znaczenia, im wyższe i cieńsze szpilki tym lepiej. Do tego krótka spódniczka w szalonym kolorze, przydatnym w drodze powrotnej jako odblask i już można wygrywać kury i prosiaki. Obok pań w garsonkach i najlepszych niedzielnych bluzkach oraz panów pod krawatem, są także luzacy, którzy wpadli jak do sąsiada: klapki, skarpety, wyciągnięta bluza. W końcu są u siebie, czują się swobodnie, to czym tu się przejmować. Posiedzimy, popatrzymy, może akurat coś ciekawego się wydarzy.

Typów dożynkowiczów jest wiele, obok siebie przechadzają się ludzie eleganccy i zupełnie nie zwracający uwagi na swój wygląd, w każdym wieku, z różnym wykształceniem i stanem konta. Oglądają te same występy, wygrywają te same kury, biorą udział w tych samych konkursach. Oto moc wiejskiego święta plonów, zazdrośćcie mieszczuchy!

DSC_0009

rower